Totalna klasyka

Hej!

Nie od dziś wiadomo, że czerwone usta i oczy podkreślone rozświetlającym cieniem i ciemną kreską są uważane za absolutnie klasyczny look. Każda z nas ma na niego swój pomysł, a ja dzisiaj chciałabym się podzielić z wami swoim pomysłem na ten klasyczny makijaż. przy okazji mam tu dla was też kilka nowości, o których chciałabym wspomnieć.





Użyte kosmetyki:
*Podkład - Bourjois Healthy Mix 51 Light Vanilla
*Puder - Bell Look NOW! HD Powder (dostępny w Biedronce)
*Korektor -  L'Oreal Paris Perfect Match 1 Ivory + HEAN - 101 Hightlight

*Baza pod cienie - Sephora - Colorful Shadow & Liner - 33 Secret Boudoir
*Bronzer - Lovely - Ombre Bronzer + HEAN - 102 Bronze; 103 Conyour
*Róż - Nabla - Habana
*Rozświetlacz - Benefit - Hight Beam + My Secret - Princess Dream
*Brwi - Catrice - Eyebraw Pencil 020 Date wity Ash-Ton + Essence żel do brwi
*Rzęsy - L'Oreal - Volume Million Lashes
*Oczy - Essence - Big Bright Eyes - linia wodna; Wet n Wild - Brulee - pod łukiem brwiowym; Inglot - 390 - w załamaniu powieki; Nabla - Luna; Sephora - Precyzyjny eyeliner - 01 Noir
*Usta - Lovely -Matt&Lasting nr 3



Na koniec zostawiłam dwie nowości, których użyłam do wykonania tego makijażu, czyli bronzer i pomadka z Lovely.

Na początek bronzer ombre. To bardzo ciekawe połączenie koloru do konturowania i lekkiego ocieplania skóry. Jest to też dobre rozwiązanie dla wszystkich dziewczyn o neutralnym typie urody. W jednym opakowaniu mamy wszystko czego potrzebujemy by nieco wyrzeźbić policzki oraz nadać skórze delikatnej, zdrowej opalenizny. A jeśli jesteśmy zwolenniczkami jedynie tak po prostu nadania skórze tego ciepłego, wakacyjnego koloru zawsze możemy wymieszać oba odcienie. Sama konsystencja jest też bardzo przyjemna. Nie pyli się nie wiadomo jak bardzo, ładnie się rozprowadza nie tworząc przy tym plam. Dobrze łączy się też z innymi produktami do konturowania jak chociażby te kredki z HEAN, które były moją kremową bazą.



Drugą nowością, która wylądowała w moim koszyku podczas ostatnich promocji w Rossmannie były matowe pomadki w płynie z Lovely. Tą o której chce wam dzisiaj napisać jest w pięknym czerwonym kolorze, druga którą upolowałam to typowy nudziak, ale pokarzę wam ją w innym makijażu. Pomadki są tanie i na prawdę bardzo, bardzo fajne. Śmiało można też powiedzieć, że są to pomadki długotrwałe, ale nie ma się co czarować placków ziemniaczanych czy innych tłustych dań nie przetrwają, chociaż nie można im odmówić ładnego zjadania się. Oczywiście najładniej zjada się nudziak, ale i czerwień spokojnie daje radę. W konsystencji nieco przypominają mi pomadki matowe z Bourjojs, ale ich wykończenie na ustach przypomina mi bardziej opakowania róży z Narsa. Tak, dokładnie tak, są takie... jakby lekko gumowane na ustach. Mogą się też do siebie kleić po nałożeniu, ale daleko im do typowo błyszczykowego klejenia się i właściwie efekt ten wyczuwalny jest jedynie jeśli celowo zaciskamy mocniej wargi. Przy mówieniu czy jedzeniu absolutnie to nie przeszkadza. Raczej też nie zostawiają śladów na szklankach czy filiżankach, ale ja dla pewności zawsze odciskam je w zwykłą chusteczkę. Trzymają się na ustach nawet do kilku godzin o ile nie zjemy czegoś tłustego. Wtedy warto zawsze zerknąć w lusterko i sprawdzić czy nie pomadka nie wymaga poprawy. Krycie również mają bardzo dobre. Wystarczy jedno pociągnięcie by usta były pokryte, ale można też stopniować poziom krycia. Precyzyjny aplikator pozwala na ładne wyrysowanie ust. Nie może być jednak tak, że pomadka nie ma wad. Chociaż w noszeniu nie ma żadnego zapachu to przy nakładaniu jest on nieco wyczuwalny. Nie do końca umiem go określić, to coś jak mieszanka jakiejś gumy owocowej z czymś chemicznym. Średnio za nim przepadam. Na duży plus zasługuje jednak fakt, że nie przesusza ust, co może mieć miejsce przy niektórych formułach.

O pozostałych kosmetykach nie będę się rozpisywać, bo z całą pewnością je doskonale znacie, a skoro używam ich od dawna to z całą pewnością sprawdzają się u mnie wybornie.







Jeśli któraś z was zastanawiała się nad zakupem pomadki lub bronzera z Lovely to z czystym sumieniem mogę polecić wam oba produkty. Z tego co pamiętam bronzer jest edycją limitowaną, więc warto się koło niego zakręcić póki jest jeszcze dostępny. W ofercie jest również róż i rozświetlacz ombre, jednak ja się na nie nie skusiłam. Co do rozświetlacza to połączenie w jednym opakowaniu kolorów Gold i Silver, czyli słynnych rozświetlaczy w pojedynczych opakowaniach.

W najbliższym czasie na testowanie czeka też paletka z Wibo, ale wcześniej przygotowałam dla was też inne makijaże. Zobaczę w jakiej kolejności uda mi się wszystko powstawiać. No i w końcu muszę się zabrać za kolejny projekt denko ;)



Jeśli wam się podobał dzisiejszy post to serdecznie zapraszam do komentowania. A jeśli macie dla mnie jakieś sugestie co chcielibyście zobaczyć w moim wykonaniu to również śmiało piszcie. Dodatkowo jeżeli jesteście z okolic Warszawy to dajcie znać. Mam trochę wolnego między 27-31.12, więc możecie się także do mnie zapisać na makijaże ;)

XOXO

PS. Wiem, że światło jest zmienne, ale jesienna pogoda nie rozpieszcza. W najbliższym czasie mam nadzieje, że przyjdą do mnie sprzęty, które ułatwią mi robienie zdjęć :)

Komentarze

  1. Hej!

    Widać, że zdjęcia robisz z telefonu i używasz filtrów. Wygląda to bardzo sztucznie i niestety nie widać dobrze Twojej pracy czyli makijażu. Światło światłem, ale jeśli wyłączysz wygładzanie twarzy i inne tego typu filtry, zdjęcia na pewno będą wyglądały o wiele naturalniej i będą lepiej prezentowały sam makijaż ;) Pozdrawiam!

    PS Klasyka jest zawsze modna i sprawdza się na każdą okazję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację, zdjęcia robione są "telefonem", bo nie mam innej możliwości. A za cenne uwagi bardzo dziękuję :) Przynajmniej mogę się nadal uczyć :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Jeśli wybierasz się w podróż po Polsce...

Dzienny makijaż z użyciem palety Pupa Pupart

Połyskujący, fioletowy makijaż na walentynki.