Powroty do domu.

Hej,
Nie wiem czy zdarza się tak tylko mi czy ktoś jeszcze ma podobne doświadczenia. W ten piękny i ciepły weekend odwiedziłam rodziców. Spędziłam świetny wieczór z tatą w kinie. poszliśmy na film Juliusza Machulskiego Volta. Jedna z nielicznych polskich komedii, która mnie mile zaskoczyła. Choć z drugiej strony nie ma się co dziwić skoro warsztat Machulskiego to tzw. stara szkoła.
W zasadzie nie o tym chciałam napisać. Jak każdy weekend i ten dobiegł końca. Postanowiłam jak nigdy pojechać późniejszym pociągiem ze stacji PKP znajdującej się bliżej domu moich rodziców. Pociąg miał odjechać o 18:51, do Warszawy jedzie się ok 1:30, więc czas powinnam mieć niezły. Zawsze można jeszcze coś zrobić.. Ale nie tym razem...
Serio 100 min opóźnienia? I to minimum? Chyba kogoś ogarnęło totalne szaleństwo. Ja się czasem zastanawiam szanowne PKP czy kradną wam tory, wagony, tory zamarzają zimą kiedy mrozów nie ma... Jak to jest możliwe, że podróżny nie może o czasie dotrzeć na miejsce. Musi przemieścić się na inny dworzec gdzie nikt nie wie, że gdzieś się coś stało i nie mogą poinformować pasażerów o przyczynach opóźnienia. Zapomniała bym, że dworzec pierwotny, z którego miałam jechać, w niedzielę ma nieczynną informacje, bo przecież po co komu Pani w okienku, która sprzeda bilety i odpowie na pytania?
Poziom mojej irytacji na całą sytuację sięgnął zenitu. Pogoda piękna, sloneczna, delikatny duszny skwarek, nawet cień nie dawał ulgi. Wyobraźcie sobie, że stoję poirytowana minimum 100 minut by móc wsiąść do pociągu i dojechać nim do domu? Nie, nie wyobrażam sobie tego. Boli mnie głowa, bolą rzęsy, a ja na szczęście siedzę już w pociągu i jadę do domu. Jak to możliwe? Na szczęście moi rodzice mieszkają w pięknej Łodzi, która szczęśliwie posiada więcej niż jeden dworzec. Miałam również to szczęście, że na pociąg odwoził mnie tata i nie musiałam dodatkowo marnować czasu na szukanie transportu na inny dworzec. Przy składaniu reklamacji też na szczęście nie było problemów.
Szczerze mówiąc, gdyby nie fakt, że jeszcze nie poszłam na prawo jazdy byłabym mega szczęśliwa nie musząc już korzystać z usług PKP - Poczekaj Kiedyś Przyjedzie, Poczekaj Kiedyś Pojedzie. Standardowe rozwinięcie jakoś od dawna mi tu nie pasuje.
XOXO

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jeśli wybierasz się w podróż po Polsce...

Totalna klasyka

Tale as old as time... czyli historia stara jak świat opowiedziana przez dwa kompletnie różne pokolenia