Projekt denko #1.2017

Witajcie Kochani!

Zebrało się ostatnio kilka produktów, które udało mi się zużyć i pomyślałam, że to dobry pomysł by  się z nimi rozprawić w  projekcie denko.  Tym razem przychodzę do was w znacznej mierze z produktami do pielęgnacji, ale znalazły się również dwa kolorowe kosmetyki. Z pielęgnacji znajdzie się coś zarówno do ciała jak i do włosów. Jedni ze zdenkowanych to moi totalni ulubieńcy inni to z kolei totalne buble, o których chciałabym móc już zapomnieć. Myślę, że po tym krótkim wstępie możemy przyjść do rzeczy.
W grudniu udało mi się zużyć swój ulubiony krem z Ziaji z serii Med, dokładnie Ziaja Med, Kuracja dermatologiczna z witaminą C, głęboko regenerujący krem na noc. Stosowałam go już dwa lata temu i byłam z niego bardzo zadowolona. Później zmieniłam go na emulsję do twarzy Clinique, ale nie do końca się ona lubiła z moją skórą w tamtym okresie, dlatego też wróciłam ponownie do kremu na noc  z Ziaji. Poniżej napiszę wam co producent pisze o samym produkcie, a później napiszę wam co ja sama o nim sądzę.
Witamina C jest to jeden z najbardziej przebadanych surowców kosmetycznych i farmaceutycznych, ale jako kwas L-askorbinowy jest niestabilna i bardzo łatwo ulega dezaktywacji pod wpływem temp. światła, tlenu i niewłaściwego pH. oraz mało trwała w roztworze wodnym, nierozpuszczalna w oleju. Dlatego firma Ziaja w kosmetykach tej serii zastosowała połączenie kwasu askorbinowego z cząsteczką glukozy, która jest:
- Stabilną witaminą C w formie naturalnego glukozydu.
- Odporną na czynniki utleniające i jony metali.
- Jest trwała w produkcie i trwała po wniknięciu w skórę.
- Stopniowo uwalniania i wykazuje długotrwałą aktywność.
- Jest bio-dostępna.
Te właściwości zastosowanej przez Ziaja witaminy C dają możliwość zastosowania w preparatach Kuracji Dermatologicznej stężenie witaminy C to 0,5% (w produkcie `Kuracja dermatologiczna z witaminą C, Esencja rewitalizująca` stężenia 1% witaminy C).
Nawilżająca emulsja z aktywną i stabilną witaminą C jest oparta na:
- biotechnologii enzymatycznego, stopniowego uwalniania witaminy C,
- synergicznym połączeniu z kwasem hialuronowym i hydroxyproliną dla optymalizacji skuteczności,
- długotrwałym oddziaływaniu na skórę po aplikacji.
Wskazania: profilaktyka przedwczesnego starzenia się skóry - sugerowana pielęgnacja 30+, po zabiegach dermatologicznych i estetycznych, dla osób o obniżonej kondycji skóry, szarej i zmęczonej.
Moja sucha skóra często bywa szara i zmęczona. Długie godziny spędzone w ciągu dnia przed ekranem komputera, mało spacerów na świeżym powietrzu i klimatyzacja w pracy wcale jej nie pomagają. Dodatkowo często jest też zaróżowiona na policzkach, co jesienią czy zimą daje dość groteskowy efekt rosyjskiej matrioszki. Krem z Ziaji spisywał się na prawdę przyzwoicie. Może jego nawilżenie nie było jakieś spektakularne, ciężko się wchłaniał, nawet przy suchej skórze, za to skutecznie tonował niekontrolowane różowienie skóry za co ja go na prawdę sobie chwaliłam. Jednak właśnie to, że długo się wchłaniał, a rano wyczuwalna była jeszcze na skórze lekko tłusta warstwa sprawiło, że po raz kolejny już do niego nie wrócę.

Dobrym uzupełnieniem codziennej pielęgnacji był koncentrat Eucerin - 7-dniowa kuracja Hyaluron-Filler. Co prawda mi wystarczało pół saszetki codziennie rano by skóra była napięta, nawilżona i czuła się komfortowo. Nie było uczucia dyskomfortu, szorstkości czy swędzenia. Producent zapewnia nas o natychmiastowej  i długotrwałej poprawie napięcia skóry i trudno się z tym nie zgodzić. Ciężko mi się ustosunkować co do wypełnienia zmarszczek, bo takich na swojej skórze nie zauważyłam jeszcze :), ale nawilżenie jest zdecydowanie wyczuwalne, a skóra jest niezwykle gładka. Producent zaleca by koncentrat stosować zarówno rano i wieczorem, oczywiście na oczyszczoną skórę twarzy i szyi omijając okolicę oczu.



Z produktów oczyszczających skórę z zaskórników i zanieczyszczeń osadzających się w porach zużyłam kolejne opakowanie pasków marki Cettua. Jakoś nie zauważyłam zatrważających efektów oczyszczenia, ale też staram się by moja skóra nie była zapchana, a zaskórniki nie powstawały. Od czasu do czasu jednak jakiś się zadomowi i wtedy przygarniam się właśnie do pasków Cettua. Dobrze trzymają się skóry i jeśli już się gdzieś coś pojawi to z pewnością to usunie. Obecnie jest to jedyny kosmetyk marki koreańskiej jaki stosuje.



Kiedy moja skóra jest dobrze oczyszczona przydałaby jej się solidna dawka nawilżenia. W moim wypadku najczęściej sięgam po maseczki Bielendy i L'biotici. Zdecydowanie lepiej sprawdzają się te w płachcie, ale zwykłe klasyczne maseczki też bardzo lubię. Tak na prawdę to którą wybiorę zależy od tego ile mam czasu na pielęgnację i czego najbardziej potrzebuje moja skóra. Tym razem z klasycznych maseczek zużyłam jednak Perfectę - Express Mask - Mezo Nawilżenie. Maseczka przeznaczona do każdego rodzaju cery, zwłaszcza tej odwodnionej, zmęczonej i szarej. Zawiera w sobie m.in. kwas hialuronowy, czysty sok z aloesu a także witaminę C. Maska całkiem w porządku nawilża skórę nie pozostawiając tłustej warstwy, w miarę szybko się wchłania przy mojej odwodnionej skórze. Nie zauważyłam jakiegoś szczególnego wygładzenia czy wyrównania kolorytu, a nawilżenie też określiła bym raczej jako bardzo powierzchowne. Zapach maseczki jest bardzo delikatny, ale też nie należy do szczególnie ulubionych przeze mnie.
Maseczka Bielendy - Super Power Mezo Maska to maseczka w płachcie do każdego rodzaju cery, także tej suchej i wrażliwej. Świetnie nawilża, w upalne dni przyjemnie chłodzi buzie. Jak dla mnie jest odrobinę za duża, ale trzyma się bardzo dobrze na twarzy. Dobrze ją nawilża, a po zdjęciu z twarzy skóra jest gładka, przyjemna i sprężysta.
Drugą ulubioną maseczką na tkaninie jest maseczka L'biotica - Algi Oceaniczne. Jest nieco większa niż Bielenda a jej zadaniem jest przede wszystkim ujędrnienie i poprawa kolorytu cery. Sama w sobie tkanina jest silnie nasączona ekstraktem z alg oceanicznych oraz kolagenem, a nakładana na buzię daje przyjemne uczucie chłodzenia. Nawet kiedy ją zdejmujemy sporo produktu się jeszcze na niej znajduje, dlatego mi wystarcza jeszcze na dwa, czasem trzy razy zanim kompletnie będzie sucha. Później skóra jest widocznie nawilżona, ujędrniona, zrelaksowana, promienna i napięta. Ma zdecydowanie zdrowszy, bardziej promienny wygląd. To mój zdecydowany ulubieniec. Rozkochała mnie w sobie niemożliwie.



Zużyłam w ostatnim czasie także dwa antyperspiranty: miniaturkę i pełnowymiarowy produkt - oba marki Nivea. Miniaturka Invisible for Black & White - wcześniej miałam pełnowymiarowy produkt i sprawdził się u mnie bardzo dobrze. Miniaturka już tak dobrze na mnie nie działała, więc możliwe, że coś zostało zmienione w składzie. Z kolei Stress Protect sprawdził się optymalnie dobrze. Jedyne co mnie w nim denerwowało to ilość talku jaki pozostawał u mnie na ubraniach... co sprawia, że mało prawdopodobne jest to, że do niego wrócę.



Największym rozczarowaniem dla mnie okazał się peeling cukrowo-solny Green Pharmacy. Był tak ciężki, tłusty, nieprzyjemny, że męczyłam się z jego zużyciem. Właściwie już po pierwszym razie marzyłam żeby się skończył. Zostawiał na skórze paskudną, okropną tłustą warstwę, której nie mogłam zmyć żadnym żelem, właściwie to jedyne co mogło usunąć ten film to zwykłe mydło w kostce. I na prawdę musiałam się nieźle na szorować żeby to z siebie zmyć. Jeśli chodzi o właściwości peelingujące to... nie zauważyłam żadnych... Niestety. Właściwie to nie widziałam większego badziewia chyba w całym swoim życiu. Koszmar, więc absolutnie nie polecam, chyba, że ktoś z was lubi uczucie oblepienia czymś tłustym.... Brrry... No i ten zapach ni to słodki ni to słony, jakiś taki dziwny.



Fa - Coconut Water. Pięknie pachnący wodą kokosową, pieniący się, delikatny żel pod prysznic, który dobrze oczyszcza, nie wysusza, a skóra jeszcze jakiś czas po kąpieli utrzymuje na sobie subtelny kokosowy zapach, który na prawdę pokochałam. Skóra po kąpieli jest przyjemnie gładka, aksamitna, a jako właścicielka skóry suchej, wręcz atopowej doskonale wiem co to znaczy uczucie dyskomfortu po kąpieli, kiedy skóra jest ściągnięta i nieprzyjemnie szorstka. Po użyciu tego żelu nigdy nie miałam takiego uczucia.



Sephora - Krem myjący do rąk o zapachu Jagody. W przeciwieństwie do wielu mydeł w płynie to nie wysuszało delikatnej skóry dłoni, nie czułam uczucia ściągnięcia, jednak to co mi w tym mydełku nie odpowiadało to jego sztuczny, chemiczny zapach. W niczym nie przypominał jagody, w zasadzie było to coś nieokreślonego, co średnio przypadło mi do gustu. Za to opakowanie wygląda ślicznie w łazience, więc z przyjemnością je sobie zachowam i będę uzupełniała je innymi mydełkami.



Green Pharmacy - Płyn micelarny 3w1 - Rumianek. To bardzo przyjemny micel, który jest absolutnie bezzapachowy. Producent zapewnia nas o jego potrójnym działaniu: oczyszczającym, tonizującym i nawilżającym. Zdecydowanie nadaje się do codziennej pielęgnacji zapewniając delikatny, ale skuteczny demakijaż. Dzięki swojemu naturalnemu pH zapewnia skórze fizjologiczną równowagę i nie narusza jej bariery ochronnej. Plusem jest także wzbogacenie micelu ekstraktem z rumianku oraz nawilżającym pantenolem. Podczas stosowania daje przyjemne uczucie komfortu. Nadaje się też do każdego rodzaju skóry, także tej wrażliwej i skłonnej do podrażnień. Świetnie sprawdza się też do usuwania wodoodpornego tuszu. W moim wypadku radził sobie doskonale z usuwaniem np. They're Real! Benefitu. Jest bardzo wydajny, a dzięki niewielkiej dziurce nie ma możliwości by wylać na wacik zbyt wiele produktu. Z przyjemnością go polecam i możliwe, że w późniejszym czasie do niego wrócę :) Na razie mam w kolejce jeden płyn micelarny do przetestowania. Dodatkowym plusem oczywiście jest dobra cena, bo za 500 ml płacimy ok 12 zł, a często można go też znaleźć w dobrej promocji za 8-9 zł.

Payot Efface’Cils Douceur - Płyn do demakijażu z ekstraktem z papai. Jeśli chodzi o ten produkt to średnio za nim przepadam. Co prawda nie podrażniał wrażliwej skóry oczu, nie wysuszał jej i bardzo dobrze oczyszczał rzęsy z tuszu a usta z matowych pomadek, ale irytowała mnie konieczność dodatkowego przemywania skóry wokół oczu płynem micelarnym by pozbyć się tłustego filmu jaki pozostawał na powiekach. Jeśli komuś to nie przeszkadza to ten produkt może być dla niego idealny, jeżeli ktoś tak jak ja nie lubi tłustej powłoki wokół oczu to raczej nie polecam. Standardowa pojemność to 125 ml i kosztuje ok 50 zł. Z pewnością jest wydajny, bo używamy go na prawdę niewiele by usunąć cały makijaż oczu i ust. Ja swoją małą buteleczkę (50 ml) zużywałam bardzo długo, ale też nie używałam jej do codziennego demakijażu. Raz pokusiłam się i zabrałam ją ze sobą na wyjazd i jak chodzi o taką małą pojemność to sprawdziła się idealnie, ale nie miałam drugiego produktu by usunąć tą tłustą warstewkę, którą pozostawił. Gdybym miała kupić sobie pełnowymiarowe opakowanie to chyba bym się z 10 razy zastanowiła czy na prawdę chcę to zrobić, ale znając siebie nie zdecydowałabym się na to. Natomiast jeśli ktoś lubi płyny dwufazowe i nie przeszkadza mu tłusty film na powiekach i może sobie pozwolić na zakup takiego płynu to myślę, że warto go wypróbować. Z całą pewnością zachowam sobie buteleczkę po nim, bo jest lekka i ma idealna pojemność na wyjazdy.



Joanna - Ultra Color System - Szampon do włosów blond i rozjaśnianych. Odkąd wróciłam do blond włosów powrócił też problem z ich żółknięciem. Niestety jest to częsty problem przy farbowaniu włosów na blond, ale cóż począć. Trzeba sobie z nim jakoś radzić. Oczywiście rozwiązaniem może być stosowanie płukanek, ale możemy też ułatwić sobie życie i stosować szampon, który właśnie ma także za zadanie neutralizować żółte tony we włosach. I dlatego co jakiś czas wracam właśnie do tego szamponu, który pomaga mi utrzymać względnie chłodny odcień na włosach. Co prawda moim skromnym zdaniem nie nadaje się do włosów przetłuszczających się, bo jakoś specjalnie mocno nie oczyszcza skóry głowy, ale do codziennego stosowania, czy do włosów lekko przetłuszczonych sprawdzi się całkiem nieźle. Cena tego produktu też nie jest jakoś specjalnie wygórowana. Za 200 ml płacimy ok 7 zł, co w porównaniu z szamponami Johna Friedy daje na prawdę rozsądną cenę przy dobrej jakości.

Timotei, with Jericho Rose - Szampon do włosów - Moc i Blask. Szampon z wyciągiem z alpejskich ziół. Ma przyjemną gęstą, przezroczystą konsystencję o lekko zielonkawym zabarwieniu. Pachnie przepięknie, delikatnie i świeżo, ale nie ziołowo jak z apteki, po prostu przyjemnie. Dobrze się pienił, stosunkowo nieźle mył włosy, ale też nie polecałabym go osobą, które mają problem z przetłuszczaniem się włosów. Tu może sobie nie poradzić. Nie jest to też szampon mega mocno oczyszczający skórę głowy, włosy podczas mycie nie robią się tępe i właśnie dlatego, że jest taki delikatny nadaje się do codziennej pielęgnacji. Niestety może się zdarzać, że co wrażliwsza skóra głowy będzie reagować na niego swędzeniem, ale myślę, że warto go przetestować i zobaczyć jak się u nas sprawdzi. Pamiętam, że mi udało się go kupić w Tesco na promocji za ok. 5-6 zł za 400 ml, więc jest to na prawdę bardzo dobra cena.

Nivea - Balanced & Fresh Care - Szampon pielęgnujący do włosów normalnych lub przetłuszczających się. Szampon z formułą z Nutri-Esencją zawierającą drogocenny olejek makadamia oraz Eucerit. Zawiera ekstrakt z melisy cytrynowej. Przyjemnie odświeża skórę głowy, zapobiega nadmiernemu przetłuszczaniu się włosów oraz utrzymuje naturalne pH skóry. Nadaje się do codziennej pielęgnacji.




Green Pharmacy - Eliksir ziołowy do włosów - Wzmacniający, przeciw wypadaniu. Ziołowy eliksir do włosów z łubinem wąskolistnym, skrzypem polnym, owocem kasztanowca i łopianem. Wskazany jest do wzmocnienia włosów i ma zapobiegać ich wypadaniu. Eliksir powinien wzmacniać mieszki włosowe, odbudowywać rdzeń włosa, poprawiać jego stan u nasady i na końcówkach. Winien wzmacniać włosy, dając im siłę niezbędną do dalszego wzrostu, a efektem jego regularnego stosowania powinny gęste, zdrowe, pełne blasku włosy. Szkoda tylko, że tak się nie dzieje. Właściwie to ten eliksir nie działa ani trochę bynajmniej na moje włosy. Niestety, bo pokładałam w nim spore nadzieje. W związku z tym, że mam drobne problemy z tarczycą moje włosy często mają etapy częstszego wypadania. Dlatego miałam nadzieję, że udało mi się znaleźć produkt, który pomoże mi w zmniejszeniu wypadalności włosów. Jedyne co mogę przyznać producentowi to na prawdę nie obciąża i nie skleja włosów. I świetnym pomysłem jest zastosowanie buteleczki z atomizerem. Z całą pewnością ją zachowam, chociażby po to by przelać do niej olejek do włosów.

Pantene PRO-V - Odżywka Aqua Light do włosów cienkich ze skłonnością do przetłuszczania się. Regeneruje włosy i w przeciwieństwie do tradycyjnych odżywek o kremowej konsystencji, nie obciąża włosów. Łatwo się po niej rozczesują, są delikatne i przyjemnie pachną. Niestety, jeśli chodzi o moje włosy to nie dostarcza im wystarczającego nawilżenia, zwłaszcza na końcach, co sprawia, że raczej do niej nie wrócę.

VitalDerm - Restoring Conditioner - Odbudowująca odżywka do włosów z olejem arganowym. VitalDerm to odbudowująca odżywka do włosów z olejem arganowym i kompleksem witamin.  Głęboko nawilża przywracając włosom jedwabistość, gładkość, miękkość, połysk i zdrowy wygląd. Wzbogacona czystym marokańskim olejem arganowym, który odżywia i wygładza włókno włosa, pozostawiając włosy zdrowo wyglądające, nawilżone i błyszczące.Pod każdym zdaniem mogę się śmiało podpisać obiema łapkami. Mega nawilżająca, gęsta, konkretna konsystencja zamknięta w buteleczce z pompką, która pozwala na wydobycie odpowiedniej ilości produktu.


Z pielęgnacji to już wszystko, więc została nam już tylko kolorówka.

NeoNail - HARD TOP - Lakier nawierzchniowy do wykańczania manicure hybrydowego i żelowego. Wygodna forma lakieru w pędzelku. Całkiem wydajny, nadający połysk paznokciom.


Wibo, Eyebrow Stylist - Żel do stylizacji brwi. Brązowy tusz do stylizacji brwi, dzięki któremu w prosty i szybki sposób możemy podkreślić brwi i nadać im idealny kształt. Kosmetyk pozwala skorygować niedoskonałości brwi: optycznie je zagęści, dodać im koloru oraz zatuszować nierówności. Dopasuje brwi do kształtu twarzy i wyeksponuje kolor oczu. Dodatkową zaletą tuszu jest żelowa konsystencja, która pozwala na równomierną i dokładną aplikację kosmetyku i utrwalenie brwi. Zdecydowanie nadaje się dla osób, które nie potrzebują mocnego utrwalenie i zależy im na naturalnym efekcie. Jedyne co mi w tym żelu przeszkadzało to jego lekko metaliczny połysk, ale na szczęście on nie był widoczny na brwiach. Szczęśliwie też moje brwi nie wymajają mega mocnego utrwalenia także żel był w zupełności dla mnie wystarczający, ale raczej więcej do niego nie wrócę.


Catrice Longlasting Brow Definer to trwały flamaster do brwi z unikalną płynną formułą zapewniający naturalny kolor i podkreślenie brwi. Można nim widocznie pogrubić brwi i wyrównać wszelkie niedoskonałości dzięki niezwykle cienkiemu aplikatorowi w formie pędzelka. Unikalna formuła zapewnia trwałość bez smug. Rewelacyjnym rozwiązaniem jest właśnie zastosowanie pędzelka do nakładania produktu. Niestety nie wiem czy to ferelność danego egzemplarza czy jakieś inne uwarunkowania, ale pisak był masakrycznie niewydajny. Dosłownie wystarczył na maksymalnie kilkanaście użyć i już zaczął się wypisywać. A szkoda, bo dawał na prawdę bardzo fajny efekt. Można nim było domalować każdy pojedynczy włosek dzięki niezwykle precyzyjnej kocówce.

Catrice  - Kredka do brwi - Eye Brow Stylist - 020 DATE WITH ASH-TON. Praktyczna kredka do precyzyjnej aplikacji. Stworzysz nią perfekcyjną linię brwi dzięki specjalnemu grzebykowi, który ułatwia aplikację pudrowej tekstury uzyskując naturalne wykończenie makijażu. To praktyczny ołówek do brwi ze zintegrowaną profesjonalną szczoteczką nadaje odpowiedni kształt brwiom. Jest mega wygodna w użyciu i dzięki temu, że po drugiej stronie ma szczoteczkę nie potrzebujemy niczego więcej by idealnie wyrysować nasze brwi. Jak dla mnie jest świetna na codzień do szybkiego uzupełniania brwi. Daje bardzo naturalny efekt. Tak bardzo mi przypadła do gustu, że używam już kolejną i nie planuje zmian. Pozostałość sobie zostawiam dla samej szczoteczki, gdybym chciała wrócić od czasu do czasu do wypełniania brwi cieniem.

MAC - Studio Sculpt Foundation -NC15.
Kremowy, luksusowy, żelowy podkład, zapewniający krycie od średniego do mocnego, dający naturalnie wyglądające, matowe wykończenie. Nawilża, natychmiast rewitalizuje skórę zachowując równocześnie gładki, miękki wygląd. Trwały i wodoodporny. Posiada ochronę SPF 15.
I chciałabym się pod tym wszystkim podpisać obiema łapkami, ale... nie mogę. Jest to najgorszy podkład jaki w życiu testowałam. Ma genialną pojemność, bo aż 40 ml za mniej fajną cenę, bo 148 zł. Ale nie cena jest jego główną wadą. Właściwie to się zastanawiam czy on ma w ogóle jakieś zalety, bo ja ich znaleźć nie mogę. A serio próbowałam je znaleźć przez długi czas. W sumie to po jakiś 3-4 miesiącach używania zaczął się rozwarstwiać. Nakładany gąbeczką czy pędzlem zostawiał smugi, podkreślał suche skórki, pory i inne załamania skóry. Wyglądał dosłownie tak jak byśmy nie chciały by wyglądał dobry podkład. Po prostu istna tragedia. Nigdy w życiu już nie zamierzam do niego wracać. Zostawiam tylko opakowanie pamiętając o akcji B2M.

NYX, HD Photogenic Concealer Cache-Cernes, CW01 Porcelain. Kremowy korektor HD nadający się zarówno pod oczy jak i do modelowania twarzy. Dzięki temu, że jest to korektor HD świetnie nadawać się będzie do filmów czy sesji zdjęciowych, ale czy na codzień to dobre rozwiązanie? I tak i nie. Jeśli masz bardzo suchą skórę pod oczami to spokojnie ją sobie daruj, bo przy codziennym używaniu może obciążyć skórę i spowodować, że będzie wydawała się bardziej sucha niż jest w rzeczywistości. Chyba, że ją dobrze nawilżasz to możesz zaryzykować stosowanie go codziennie. Może dawać wrażenie suchości cienkiej skóry pod oczami, więc dobrze się liczyć z taką możliwością. Lubi się też czasem zbierać w załamaniach :(

Kobo - Modeling Illuminator 101. Powinien pozwalać na idealne wymodelowanie twarzy, ale jakoś u mnie w tej roli się nie sprawdził. Nieźle wyglądał pod oczami, ale niespecjalnie się polubiliśmy. Pod koniec zaczął się też rozwarstwiać, więc do samego dna go nie wykończyłam. Poza tym jak dla mnie jest za beżowy w okolicy pod okiem i nie wygląda to dobrze w korelacji z żółtym podkładem.

Kobo, Matt Powder, 305 Dusky Beige. Delikatny puder idealny do konturowania i brązowienia. Nadaje skórze aksamitny, naturalny wygląd przez wiele godzin. Lekka formuła idealnie łączy się ze skórą, umożliwiając jej swobodne oddychanie. Kobo stworzyło ten puder do wykańczania całego makijażu twarzy, ale u mnie świetnie sprawdzał się właśnie jako produkt do konturowania. Pewnie nadal by mi służył gdyby nie to, że się potłukł i wylądował na dywanie, więc jak się można domyślić pomysł z jego reanimacją spełzł na niczym. Szczęśliwie nie wpadał w ceglaste tony i nie tworzył pomarańczowych plam. Dodatkowo ma bardzo fajne, praktyczne, małe lusterko.

L'Oreal Paris, Volume Million Lashes So Couture So Black. Maskara Volume Million Lashes w ultra-czarnej odsłonie. Precyzyjna szczoteczka otula każdą rzęsę tuszem. Rzęsy są idealnie rozdzielone. Formuła z płynnym jedwabiem wzbogacona o ultra-czarne pigmenty nadaje rzęsom intensywnie czarną objętość. Wiele dziewczyn miało problem z odbijaniem się maskary na górnej powiece czy z osypywaniem się, ale ja szczęśliwie nie miałam z nią takiego kłopotu. Służyła mi przez dobre 6-7 miesięcy nie powodując uczulenia i nie podrażniając oczu. Świetna, mega czarna, pięknie podkreślająca spojrzenie.

To by by było na tyle. Tym razem zebrało się kilka całkiem niezłych produktów, ale i kilka totalnych niepowodzeń. No ale przecież nie zawsze musimy trafiać idealnie. Ważne by mieć możliwości nieustannego wypróbowywania nowych ciekawych kosmetyków i dzielenia się swoją opinią z innymi.

XOXO

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jeśli wybierasz się w podróż po Polsce...

Tale as old as time... czyli historia stara jak świat opowiedziana przez dwa kompletnie różne pokolenia

Moje JA po drugiej stronie lustra, czyli o próbie samooakceptacji w dzisiejszym świecie. Czy to możliwe? Część 1