Po Drugiej Stronie Lustra - Wilcza 18/1

Witajcie Kochani!

Miałam się zabrać za pisanie tego wpisu wczoraj, ale szczerze mówiąc umknęło mi to kiedy cały wieczór spędziłam na mizianiu moich włosów podczas czytania książki... A powód do ich miziania miałam wyjątkowy :) Ale warto zacząć od początku.


Jak widać moje włosy są farbowane, dość długie i przesuszone na końcach, do tego cienkie i ciężkie, nie tylko ze względu na swoją długość, ale tak po prostu ciężkie. Dodatkowo często się puszą jeśli tylko załapią trochę wilgoci. Do wczoraj wydawało mi się, że stan moich włosów mogłabym określić jako tragiczny. A to z prostej przyczyny, że dotąd zawsze słyszałam, że są w opłakanym stanie, że są gumowe na końcach i ogólnie jest totalna masakra. Biorąc pod uwagę jak dawno nie byłam u fryzjera, czyli od września minionego roku, wstyd totalny, postanowiłam się wybrać na wizytę w jakimś salonie. I tu pojawiły się pierwsze schody... Po pierwsze jestem osóbką, która bardzo niechętnie zmienia pewne swoje przyzwyczajenia. I mam tu na myśli wizytę u kosmetyczki czy fryzjera właśnie. W minionym roku poszłam za radą bliskiej mi osoby i wybrałam się, zamiast do swojego sprawdzonego salonu , do jej fryzjerki. Uwierzcie mi, że w życiu nikt nie wytargał mnie tak bardzo za włosy jak w tamtym miejscu. Dziewczyna ciągnęła mnie niesamowicie za włosy, nie słuchała jakie mam oczekiwania i przyzwyczajenia, i ogólnie miała swoją własna wizję daleką od mojej. Jak możecie się domyślać moja noga więcej w tym salonie nie stanęła.


Po tamtych mało przyjemnych doświadczeniach bardzo długo nie mogłam się zdecydować na wizytę w salonie. Bałam się, że kolejne takie spotkanie ponownie może mnie zrazić do jakiegokolwiek podcinania włosów u specjalisty. Długo wahałam się czy chcę pójść do swojej fryzjerki, bo dla mnie oznaczałoby to wyprawę do mojej rodzinnej Łodzi, czy jednak nie chciałabym spróbować powierzyć swoje włosy komuś innemu. I tak szukałam kogoś przez jakiś czas, aż przypomniałam sobie o wpisie Basi CallMeBlondieee z minionego roku, do którego was serdecznie odsyłam (klik). Basia wspomniała we wpisie o wizycie u fryzjera Piotra Hulla i tak sobie wtedy pomyślałam, że jeśli się u niej sprawdził to może i ja zaryzykuję?


I tak poszukałam w internecie oficjalnej strony Salonu, poszperałam na niej troszkę i podjęłam decyzję! Idę, choćby się waliło i paliło moje włosy wymagają już kontaktu z nożyczkami! Wysłałam swojego pierwszego maila późnym wieczorem z zapytaniem o najbliższy termin do Piotra i już przy odpowiedzi na niego miała lekki zarys o tym jakie to miejsce. Pani, która na niego odpowiedziała była bardzo miła i niezwykle pomocna w znalezieniu dogodnego dla mnie terminu. I tak wczoraj, 20 lipca 2016 roku po godzinie 18:00, stanęłam przed salonem na Wilczej 18/1 w Warszawie.

Atelier Piotra swoim wyglądem przypomina przytulne mieszkanie, w którym nowoczesność łączy się ze smakiem z antycznymi meblami, co dodatkowo daje poczucie komfortu, wszak wnętrze nie będzie szalało nożyczkami na naszej głowie :) Urocza recepcjonistka każdego wita z uśmiechem i wprowadza do klimatycznego wnętrza kierując klienta na wygodną sofę by chwilkę poczekał, a chwilka nie jest długa, jak w niektórych innych salonach...


Aura jaka otacza samego Piotra to niezwykłe ciepło, pewność swoich umiejętności, profesjonalizm i pokora. To w jaki sposób rozmawia z klientami, z włosami, jak ich dotyka to czyta poezja. Przeprowadza dokładny wywiad, rozmawia o wizji i potrzebach klientki. Kiedy dotyka włosów robi to niezwykle delikatnie i zmysłowo, sprawiając, że pobyt w jego Atelier to czysta przyjemność. Bardzo przypadło mi również do gustu kiedy zaczął rozmawiać ze mną po imieniu. Poczułam się o wiele bardziej komfortowo, jakbyśmy znali się od dawna i wpadłabym po prostu odwiedzić swojego przyjaciela z wizytą. Kiedy rozmawialiśmy o moich potrzebach odnośnie włosów słuchał mnie z uwagą, a kiedy sam mówił co zamierza zrobić jego głos był pewny i ciepły. To pierwszy mężczyzna fryzjer, do którego wybrałam się z wizytą i nie żałuję wyboru. Oj nie!... :)


Pracuje w skupieniu i z dziką przyjemnością można patrzeć się na jego twarz i oczy podczas pracy, przy czym nie zapomina o klientce i niekiedy zagaduje ją rozmową co dodatkowo poprawia komfort wizyty. Piotr ma niezwykle delikatne, ciepłe dłonie i wyczucie tego co robi. Przez całą wizytę ani razu nie poczułam ciągnięcia za włosy, czego nie mogę powiedzieć o innych salonach, w których kiedykolwiek byłam. Do tego wszystkiego pachnie... czymś nieokreślonym... mieszanką profesjonalizmu, czystości i pasji... Oj tak! Pasję do tego co robi wyczuwa się w nim z daleka.


Moje włosy zdecydowanie zyskały na lekkości i miękkości. Pięknie lśnią nie tylko w słońcu i po raz pierwszy od dawna mam ochotę je nieustannie dotykać i miziać, a nie zdarza mi się to zbyt często. Na samą myśl, że to nie była ostatnia wizyta u Piotra aż buzia mi się uśmiecha i wiem, że wybiorę się do niego ponownie w okolicach gwiazdki. No chyba, że wcześniej się coś mi się umyśli w co wątpię :). Cena jaką płacimy za usługę nie należy do najmniejszych, ale myślę, że wydanie 200 zł za nieprzeciętną jakość to dobra inwestycja. Wiem, że płacę w końcu za umiejętności, pełen profesjonalizm, pasję i kilka innych czynników, które sprawiły, że od wczoraj się nieustannie uśmiecham.


Bardzo, ale to bardzo dziękuję Ci Piotrze za poświęcony wczoraj czas, za serducho do tego co robisz i z ogromną przyjemnością mogę powiedzieć: "Do zobaczenia za kilka miesięcy!"


XOXO

Komentarze